wtorek, 26 kwietnia 2011

Deszczowo

Pogoda za oknem nie nastraja dziś zbyt pozytywnie. Od nocy pada i wszędzie wisi taka nieprzyjemna wilgoć niczym w listopadowy wieczór. Deszcz jest potrzebny, bo daje wytchnienie i siłę, dzięki której wiosenna zieleń wybuchnie pełnią barw i kolorów. Gdy tylko wyjdzie słońce wiosna rozhula się na całego i wszędzie w około będzie czuć nowe życie i wszechobecną miłość. 

A co ze mną? Problem właśnie  z tym, że nic. Nie ma miłości, jest tylko smutek i samotność. Jedyna osobą, do której czuje coś więcej jest Wojtek, tylko problem z tym, że on siedzi na drugim końcu Polski i nie mam żadnych przesłanek, że on czuje do mnie cokolwiek. Przebrana sprawa!!! A blisko, na miejscu w małej miejscowości nie znam nikogo, na kim by mi zależało, zupełne zero jakichkolwiek szans, zero jakichkolwiek uniesień. Nawet żadnych szans na jakieś fajne spotkanie. I to ma być właśnie moja wiosna? 

W czasie Wielkanocy pierwszy raz od dawna miałem okazje oglądnąć u rodziców telewizję. Najgorsze jest to, że leciały różne komedie romantyczne i wpadłem w to bagno. Zawsze mówiono mi, że jestem raczej męskim facetem, ale do pięknych historii miłosnych mam wielką słabość i z tym już nie wygram. Choć wiem, że tego typu filmmy to bajki dla dorosłych, ale chyba potrzebuję takich bajek, aby wciąż wierzyć, że kiedyś  przyjdzie taki dzień, gdy wszystko się odmieni i znajdę prawdziwą miłość. Gdy patrze na bohaterów komedii romantycznych to rodzi się we mnie pragnienie, by choć raz przeżyć coś takiego, aby ukochana osoba zrobiła wszystko aby ze mną być. Chciałbym aby w realnym życiu pojawił się ten jedyny wymarzony facet, który pokona wszystkie przeciwności losu i będzie walczył o mnie, tylko o mnie!!! Nie chce księcia z bajki, ale jak zasłyszałem w jednym z obejrzanych w święta filmów "idealny facet to taki, który może być wszędzie indziej, ale on chce być właśnie z tobą". I kogoś takiego właśnie chcę - tylko tyle i aż tyle. 

Dobrze, że przynajmniej można sobie pomarzyć.....


środa, 20 kwietnia 2011

Nowy kierunek

Dawno mnie nie było, ale to właśnie dlatego, że sporo się działo w moim życiu. Łukasz odszedł już ostatecznie do lamusa i już w ogóle o nim nie myślę. Po drodze był młody Kamil, który okazał się nierozgarniętym chłoptasiem, a następnie Romek o którym wolałbym w życiu nie pamiętać. Pomimo, że staram się nikogo za szybko nie oceniać i poznać drugą osobę, to w tym przypadku rzeczywistość przekroczyła wszystkie dopuszczalne granice tolerancji. Do tego stopnia, że prosto z mostu acz kulturalnie podziękowałem za spotkanie i zwiałem gdzie pieprz rośnie.

Dodatkowo jak już wcześniej pisałem miałem jechać spotkać się z Wojtusiem, który bardzo mi się podobał chociaż za dobrze go nie znałem. Plany na szczęście doszły do skutku i mieliśmy okazje spędzić razem kilka dni, a do tego los poszedł mi na rękę i pracowaliśmy razem w jednym zespole, dzięki czemu mieliśmy okazje dobrze się poznać. To był wspaniały czas i utwierdziłem się tylko w tym, że Wojtek jest cudownym człowiekiem. Długo rozmawialiśmy, wiele się o sobie dowiedzieliśmy i czułem taką bliskość między nami. Nasza relacja jest ciekawa, bo sam wygląd Wojtka jest w porządku, ale nie powala mnie na kolana, natomiast jego charakter sposób bycia, intelekt przyprawia mnie o zawrót głowy. Ile to razu pracując razem do późnej nocy dostawaliśmy genialnego humoru i gadaliśmy z taką lekkością oraz podekscytowaniem. Ile to razu, przyglądałem mu się ukradkiem pragnąc go pocałować w te roześmiane usta. I ten cudowny delikatny aksamitny głos, gdy siedzieliśmy po nocy. Ja bezustannie szukałem wszelkich sygnałów i chwytałem się każdej sytuacji, która świadczyłaby o tym, że Wojtek jest gejem. Szukałem wskazówki, czy w jakiś sposób mu się podobam. Jak zwykle tylko czekałem i nie miałem odwagi przełamać się i wyznać mu co czuje. Ostatni wieczór był najlepszy, siedzieliśmy długo razem i gadaliśmy, a ja biłem się z myślami i chciałem wszystko mu powiedzieć, jak na spowiedzi. Nawet jeśli nie jest gejem, to myślę, że by to zrozumiał i nie musiałbym się wstydzić mojej szczerości, ale i tym razem się nie odważyłem. Nie byłem pewny jego sygnałów, nie mogłem zaufać swoim przeczuciom. Niestety po kilku cudownych dniach przyszedł czas się rozstać i każdy rozjechał się w swoją stronę. Ja wróciłem na Dolny Śląsk, a Wojtek do Warszawy. Teraz łączą nas tylko rzadkie, przyjacielskie maile. Pozostało mi tylko to i  tęsknota podsycana przez zdjęcia z Wojtkiem. Ale i tak było cudownie i na pewno nie zapomnę tych miłych chwil . Co ma być to będzie, ale mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy.Powoli wychodzę z mroku i coraz częściej zaczynam doceniać takie piękne momenty życia. Takie krótkie i ulotne, ale szczere i piękne, nie ważne co przychodzi potem.