niedziela, 8 maja 2011

Wiatr z południa

Coś dziwnego dzieje się ostatnio na portalu gejowskim, na którym od ponad roku mam konto. W ciągu weekendu moja skrzynka pękała w szwach od wiadomości od rożnej maści facetów. Ogromna większość z nich ograniczała się do jakże elokwentnych stwierdzeń: "no hej", "co tam?", "co porabiasz", "co lubisz?", "kogo szukasz?", "spotkanie na sex?" itp. Musze przyznać, że treści oszałamiające, jakże się oprzeć tak interesującym zaczepkom? A tak na serio to porażka, świadcząca o tym, ze większość z tych adoratorów od siedmiu boleści nie czytała opisu na moim profilu, lub czytała ale bez zrozumienia. Jasno jest tam napisane, że nie szukam na seks, nie mam tam ogólnie dostępnych zdjęć, zwłaszcza rozbieranych, wiec o co chodzi? Po wstępnym odsianiu tych przypadków, pozostała 1/4 wiadomości, ale i tu nie było dobrze. Kilku chłopaków okazało się już poznanymi kiedyś tam, jednak wolałbym najlepiej trzymać się od nich z daleka. Na szczęście dobra pamięć i kojarzenie faktów pozwoliło mi na uniknięcie ładowania się znowu w te znajomości. Przy okazji udało mi się ośmieszyć jednego z nich na gg, bo okazał się patologicznym kłamcą. Chyba się chłopak ostro zdziwił, gdy uświadomiłem mu jego ignorancje i chamstwo!!!  Ale to jeszcze nie koniec ostrej selekcji, bo na dalszy ogień poszedł Stary, który już mnie kiedyś nagabywał. Ten z kolei przemianował sobie profil, odmłodził się o 20 lat i do tego wciskał taki kit, aby tylko zaciągnąć mnie do łóżka, że szkoda gadać Nie zabrakło też kolejnego przykładnego męża i ojca dzieciom szukającego weekendowej przygody. Wystarczyło wytłumaczyć mu, że nie ze mną te numery i kulturalnie podziękował. Kolejna grupa to "łowcy fotek", ale tych przy odrobinie wprawy łatwo wyłowić , więc nie mieli czego szukać. 

No i zostaje zaledwie kilka osób, nad którymi warto się zastanowić. Nie myślcie sobie, że jestem nie wiadomo jak wybredny i w głowie mi się poprzewracało. Po prostu wiem czego szukam i zawszę wymagam od faceta zaangażowania, bo po tym najłatwiej poznać kogoś interesującego i wartościowego. Jestem w stanie wiele tolerować pod warunkiem, że ktoś nie przekracza pewnych granic. Poznałem na przykład sympatycznego rowerzystę z sąsiedniego miasta. Co prawda pisząc kaleczy język polski, że głowa mała, ale nie można odmówić sensu temu co piszę. Bardziej wygląda to na jakąś dysortografie, czyli nic złego, zdarza się przecież. Jego nadmierna otwartość budzi pewien niepokój, jednak niektórzy tak już mają, więc na razie nic nie jest przesądzone. Jak na razie przechodzi do następnej tury i kwalifikuje się do spotkania na neutralnym gruncie, czyli piwo w miejscu publicznym. Kilku innych też jeszcze nie odpadło z zawodów, ale to musi się jeszcze wszystko wyjaśnić.

Cały ten wywód zmierza jednak do tego, aby nawiązać do tytułu: "Wiatr z południa". Chodzi mi o to, że nie bez kozery maj jest miesiącem, kiedy miłość wisi w powietrzu i wszyscy się za nią uganiają, niezależnie co każdy rozumie pod pojęciem "miłość". Czy tylko zwierzęcy seks, może potrzebę emocjonalnej bliskości, czy zaufanie do drugiej osoby, albo wszystko na raz? W każdym razie w  ludziach buzują hormony i tysiące lat ewolucji nakazują natychmiast działać w poszukiwaniu partnera. Faceci o homoseksualnej orientacji hołdują temu wezwaniu Matki Natury ze zdwojoną siła i wszystkie portale oraz strony wręcz pękają w szwach od ogłoszeń i niemoralnych propozycji. Wiatr z południa miesza w ludzkich głowach, rozgrzewając ciała i emocje, czasami wręcz do czerwoności. Tak jak w miasteczku Cicely w serialu "Przystanek Alaska" albo w filmie "Czekolada" to właśnie wiatr zmienia ludzi, odbiera im rozsądek i staje się motorem sprawczym dziwnych wydarzeń. Mój "wiatr z południa" to nie zjawisko atmosferyczne, ale pewien strumień pozytywnego oddziaływania, który wpycha nasze losy na nowe tory. Wiosna daje nam nadzieje na lepsze jutro i siłę, aby o to walczyć, często nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi. Może i dobrze, bo być może w tym kryje się ta siła sprawcza witalnej energii, którą daje nam wiosna. Ja czuje, że ta energia przepływa mnie na wskroś i niech ten strumien buzuje we mnie jak najdłużej, tym bardziej, że jutro mam randkę. Mam nadzieję, że mój wiatr z południa pchnie mnie ku czemuś dobremu. Trzymajcie kciuki!!!

piątek, 6 maja 2011

Jak obłok

Byłem dzisiaj na spacerze na wsi. Wędrowałem po wiosennych łąkach pośród wzgórz i lasów. Wspaniale grzało popołudniowe słońce, a  po błękitnym rześkim niebie przesuwały się puchate chmury. Położyłem się w trawie na słoneczny zboczu i patrzyłem przez godzinę na te wędrujące obłoki. Normalnie pomyślałbym, że to głupie, ale tym razem tego właśnie potrzebowałem. Potrzebowałem zająć myśli regularnym, spokojnym ruchem płynących chmur. Pchała je jedna siła, wszystkie gnały w tym samym kierunku, ale każda z nich była niepowtarzalna i bardzo ulotna. Cudownie było doszukiwać się w ich kształtach jakiegoś skojarzenia. Tak choćby wypatrzyłem wielbłąda objadającego jakiś krzak, co nieźle mnie rozbawiło. Dobrze, że nikt akurat mnie nie widział, jak śmieje się do siebie, bo to by dopiero było. Jednym słowem życie jest takie proste i cudowne, gdy nie myśli się o samotności i o facetach. Lubie ten stan, kiedy czuje się "kompletny". Jestem wtedy szczęśliwy, bo znika to okropne uczucie pustki. To tyle na dziś, a ja odpływam jak obłok na niebie.


środa, 4 maja 2011

Zima w sercu

Niby pełnia wiosny,a  tu niespodziewanie na Dolnym Śląsku zawitała zima. Może i dobrze, przynajmniej aura zgrała się z moim utrzymującym się wisielczym nastrojem. Długi weekend był okazją, aby wyjaśniło się kilka spraw. Po pierwsze Wojtek, który niezależnie od tego czy jest gejem czy nie ,jednak postanowił zignorować moją propozycje jakiegoś wspólnego wyjazdu na długi weekend, choć sam coś  wcześniej proponował w tej kwestii, więc niech mu będzie. Nie będę już się chyba łudził, że to do czegokolwiek doprowadzi. Koniec mamienia sobie jakiś głupot.

Po licznych ostatnio porażkach związanych z randkowaniem w mojej mieścinie postanowiłem coś zmienić i wymyśliłem, że ruszę na łowy do wielkiego miasta, do dolnośląskiej stolicy gejów, czyli pięknego Wrocławia. I tak bywam tu nierzadko zawodowo, więc co za problem połączyć przyjemne z pożytecznym. Musze nadmienić, że dla mnie to spora zmiana, bo do tej pory tylko raz zdecydowałem się na spotkanie z facetem z Wrocka. Miało to miejsce kilka lat wcześniej, on był koło trzydziestki. Miał mnie odebrać w okolicach dworca kolejowego i mieliśmy skoczyć na piwo pogadać. Niestety Mr.Wroclove nie okazał się zbyt prawdomówny i nie przyszedł na spotkanie. Wkurzyłem się wtedy nie na żarty, zadzwoniłem do niego i trochę mu nagadałem, ale nawet nie przeprosił. Szkoda gadać!!! Ale od tej pory Wrocław odpuściłem sobie pod kątem randek na całego, aż do tej pory.

Przeglądając niedawno profile facetów na portalu nagle mój wzrok padł na niego. Fajny chłopak z Wrocławia, prawie w moim wieku, cudowna twarz, taki jakiś czupurny wyraz twarzy - choć zawsze preferowałem starszych facetów to jakoś strasznie wpadł mi w oko. Na początku wmawiałem sobie, że to bez sensu, on jest z Wrocka, to się nie uda itp. Ale po dwóch dniach patrzę, że on również oglądał mój profil, więc ośmielony wieczornym piwem postanowiłem jednak napisać, w końcu "raz kozie śmierć". Coś tam szybko nabazgrałem i wkrótce odpisał. Zaczęliśmy gadać na gg i jakoś tak zaiskrzyło. Gadało się świetnie, nadawaliśmy na wspólnych falach. Okazało się, że mamy wspólne pasje i dzielimy po części podobne klimaty. To zaczynało robić się trochę niebezpieczne i zwodnicze, bo obydwoje zaczęliśmy się w siebie za bardzo wkręcać, a jak wiadomo nie jest dobre, bo za dużo można sobie wmówić. Do tego już od początku naszej znajomości miała miejsce seria dziwnych zbiegów okoliczności, która zdawała się mówić, że dzieje się coś niezwykłego, zapadła więc szybka decyzja, aby spotkać się we Wrocławiu i zobaczyć jak będzie w rzeczywistości. Nie mogłem się doczekać tej chwili, nie mogłem się na niczym  skupić, a noc przed spotkaniem nie była zbyt spokojna. Mimo wszelkich prób opanowania się, przenikała mnie natrętna myśl, że tym razem to będzie to: przystojny, inteligentny, normalny facet z poczuciem humoru. Czyżby wreszcie ten jedyny? 

Nadszedł w końcu dzień spotkania. Przyjechałem do Wrocławia i spotkaliśmy się w okolicy Wyspy Słodowej. Nie bez problemu co prawda, bo właśnie trwał tam koncert Moniki Brodki, kręciło się mnóstwo ludzi i panowało duże zamieszanie. Już od początku spotkanie z Tomkiem nie przebiegało tak jak się spodziewałem. Zdałem się całkowicie na niego, przez co szwendaliśmy się bez sensu przez godzinę po Wrocławiu, aż skończyło się na piwku nad Odrą. Tomek wyglądał zupełnie inaczej niż na zdjęciach, dużo bardziej szczupły, chłopięcy, taki wiotki, a do tego zachowywał się nie tak jak się spodziewałem. Uprzedzał wcześniej, że podczas poznawania nowych ludzi jest nieśmiały, ale podczas naszego spotkania był nerwowy, czy wręcz sparaliżowany strachem. Nie obyło się bez kilku niezręcznych wpadek z jego strony. Na szczęście piwo trochę zadziałało i udało się wreszcie jakoś zaskoczyć i dalej spotkanie potoczyło się sympatycznie. Jednak jak się okazało, każdy z nas spodziewał się zupełnie kogoś innego, każdy miał już w głowie swój obraz drugiego, który okazał się ułudą. Mimo wszystko było miło, bardzo spodobały mi się piękne orzechowe oczy Tomka i ogólnie jego twarz, taka szczera, ozdobiona delikatnym zarostem. Trochę pogadaliśmy, a potem Tomek odprowadził mnie na tramwaj i pożegnaliśmy się w miłej atmosferze.

Jednak, jak to potem napisał na gg, ani jego, ani mnie również "nie pierdyknęło". Nie było miłości od pierwszego wejrzenia. Niby wszystko z obu stron było w porządku, ale myślę że każdy z nas szuka chyba czegoś innego, swojego wewnętrznego, wymyślonego gdzieś tam kiedyś ideału, którym dla siebie nie jesteśmy. Jednak postanowiliśmy spotkać się jeszcze raz, zobaczyć jak to będzie już na luzie. Niestety im bliżej tego spotkania tym mam większe wątpliwości czy ma to sens, bo Tomek jest jednak z zupełnie innej bajki niż ja, żyję w innym świecie, ma inne cele i aspiracje, inne podejście do ludzi i do naszej znajomości. Nie wygląda, nie zachowuje się i nie myśli jak mój ideał, czy ma to więc sens? Nasz kontakt przez gg też stal się inny, czasami jest przyjemnie, a czasami tak trochę z przymusu.

Jednak gdzieś tam ciągle czai się ta myśl, że może to jednak on, tylko po prostu musimy się wyluzować i na spokojnie poznać. Mimo, że mam mieszane uczucia to coś mnie w nim intryguje i ciekawi, ale nie wiem jak będzie. Sama taka niepewność strasznie mnie męczy, bo za bardzo się w to wszystko angażuję, za bardzo chcę być w porządku, a może lepiej pomyśleć tylko o sobie? Nie wiem co zrobię, nie wiem czy się spotkamy, a już na pewno nie mam pojęcia czy coś z tego wyjdzie. Wiem tylko, że powoli tracę siły i nie wiem czy wytrzymam kolejne spotkanie, rozczarowanie, niepewność. Takie sytuacje to jedna z niewielu rzeczy, która mnie rusza, a ostatnimi czasy potrzebuje spokoju i poukładania sobie życia od nowa. Nie lubię siebie takiego i chcę być innym człowiekiem. Zawsze byłem prawdziwym facetem i nawet Tomek zauważył, że w życiu nie wziąłby mnie za geja, bo nic na to nie wskazuje, ale w sprawach związków czuje się często taki bezbronny i bezradny. Nie lubię siebie takiego. Może samotność była by bezpieczniejsza? Po co mi te wszystkie rozterki? Choć zawsze staram się trzymać gardę i nie pokazywać emocji, to gdzieś wewnątrz jestem na to wszystko zbyt wrażliwy.

I do tego odezwały się jeszcze demony z przeszłości. Dostałem niedawno sms-a od Łukasza, takie zwykłe pozdrowienia. A do tego znów uaktywnił się Krzych. Na domiar złego otrzymuje co jakiś czas dziwne sms-y o treści "Kocham Cię". Zawsze takie same, bez podpisu, bez żadnej dodatkowej treści, z nieznanego numeru telefonu. Mam nadzieję, że to jakaś pomyłka. Chyba muszę to wszytko jakoś przeczekać, może sprawy się uspokoją.