sobota, 30 lipca 2011

Na rozdrożu

I znowu jestem. Nie pisałem od kilku miesięcy i jak to bywa w takich przypadkach przyczyna jest prozaiczna. Po prostu coś się wydarzyło, byłem szczęśliwy i nie miałem potrzeby, aby wylewać tu swoich rozterek. Wiosną poznałem Tomka z Wrocławia i choć początki nie były obiecujące, to postanowiliśmy tak łatwo się nie poddawać i okazało się, że na prawdę polubiliśmy się i zostaliśmy parą. Było zauroczenie, regularne spotkania, wspólne wycieczki i spacery, oglądanie filmów i wszystkie te bzdury, które pary robią razem. Jednak ostatnio zrozumiałem, że zabrakło w tym wszystkim jednej bardzo ważnej rzeczy-miłości. Znamy się od paru miesięcy i zacząłem się wreszcie poważnie zastanawiać do  czego to wszystko zmierza. W końcu zrozumiałem. Lubię spędzać czas z Tomkiem i kręci mnie on fizycznie i to bardzo, ale nie wyobrażam sobie naszej wspólnej przyszłości. Nie z nim. Chciałbym, abyśmy byli przyjaciółmi i mieli dalszy kontakt ze sobą, ale nic ponad to. '

Oglądałem ostatnio hiszpański film z 2010 roku w reżyserii José María Goenaga i Jon Garaño pt."80 dni". Jest to dość smutna historia dwóch starszych kobiet, przyjaciółek z dzieciństwa, które po larach spotykają się i okazuje się, że jest między nimi coś cudownego. Wszystko jednak niszczą lęki, kłamstwa i brak odwagi, aby przyznać się do prawdziwych uczuć. Oglądając ten film zrozumiałem, że nie mogę tak dalej żyć i zgadzać się na półśrodki z lęku przed samotnością. Chcę być szczery w stosunku do siebie i do Tomka. Jestem pewien, że muszę wyznać mu prawdę i zakończyć nasz związek. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jemu na mnie bardzo zależy. Czuję to z jego strony i tym bardziej pogłębia to moje poczucie winy. Nie chcę go skrzywdzić, ale czy szczerość nie jest w tej sytuacji mniejszą krzywdą niż zatajenie prawdy i moich uczuć? Coraz dobitniej dociera do mnie, że wyznanie prawdy jest konieczne, tylko jeszcze nie potrafię się z tym zmierzyć. 

Jutro jadę spotkać się z Tomkiem, ale chwilowo chcę zostawić wszystko po staremu i udawać, że nasz związek jest w najlepszym porządku. Nie jestem gotowy na konfrontacje, bo mimo wszystko zależy mi na Tomku i jego szczęściu. Czuje się jak tchórz, ale kończenie związków nie jest moją mocną stroną. Tylko co ja jutro zrobię? Mając świadomość, że to wszystko zbliża się ku końcowi nie będę mógł spojrzeć Tomkowi w oczy? Będę musiał otwarcie kłamać, choć wiem, że nie będzie to łatwe. Ale ze mnie pieprzony przestraszony chłopiec, w takich chwilach nienawidzę się za to. Ale nic, zobaczymy co będzie jutro.

niedziela, 8 maja 2011

Wiatr z południa

Coś dziwnego dzieje się ostatnio na portalu gejowskim, na którym od ponad roku mam konto. W ciągu weekendu moja skrzynka pękała w szwach od wiadomości od rożnej maści facetów. Ogromna większość z nich ograniczała się do jakże elokwentnych stwierdzeń: "no hej", "co tam?", "co porabiasz", "co lubisz?", "kogo szukasz?", "spotkanie na sex?" itp. Musze przyznać, że treści oszałamiające, jakże się oprzeć tak interesującym zaczepkom? A tak na serio to porażka, świadcząca o tym, ze większość z tych adoratorów od siedmiu boleści nie czytała opisu na moim profilu, lub czytała ale bez zrozumienia. Jasno jest tam napisane, że nie szukam na seks, nie mam tam ogólnie dostępnych zdjęć, zwłaszcza rozbieranych, wiec o co chodzi? Po wstępnym odsianiu tych przypadków, pozostała 1/4 wiadomości, ale i tu nie było dobrze. Kilku chłopaków okazało się już poznanymi kiedyś tam, jednak wolałbym najlepiej trzymać się od nich z daleka. Na szczęście dobra pamięć i kojarzenie faktów pozwoliło mi na uniknięcie ładowania się znowu w te znajomości. Przy okazji udało mi się ośmieszyć jednego z nich na gg, bo okazał się patologicznym kłamcą. Chyba się chłopak ostro zdziwił, gdy uświadomiłem mu jego ignorancje i chamstwo!!!  Ale to jeszcze nie koniec ostrej selekcji, bo na dalszy ogień poszedł Stary, który już mnie kiedyś nagabywał. Ten z kolei przemianował sobie profil, odmłodził się o 20 lat i do tego wciskał taki kit, aby tylko zaciągnąć mnie do łóżka, że szkoda gadać Nie zabrakło też kolejnego przykładnego męża i ojca dzieciom szukającego weekendowej przygody. Wystarczyło wytłumaczyć mu, że nie ze mną te numery i kulturalnie podziękował. Kolejna grupa to "łowcy fotek", ale tych przy odrobinie wprawy łatwo wyłowić , więc nie mieli czego szukać. 

No i zostaje zaledwie kilka osób, nad którymi warto się zastanowić. Nie myślcie sobie, że jestem nie wiadomo jak wybredny i w głowie mi się poprzewracało. Po prostu wiem czego szukam i zawszę wymagam od faceta zaangażowania, bo po tym najłatwiej poznać kogoś interesującego i wartościowego. Jestem w stanie wiele tolerować pod warunkiem, że ktoś nie przekracza pewnych granic. Poznałem na przykład sympatycznego rowerzystę z sąsiedniego miasta. Co prawda pisząc kaleczy język polski, że głowa mała, ale nie można odmówić sensu temu co piszę. Bardziej wygląda to na jakąś dysortografie, czyli nic złego, zdarza się przecież. Jego nadmierna otwartość budzi pewien niepokój, jednak niektórzy tak już mają, więc na razie nic nie jest przesądzone. Jak na razie przechodzi do następnej tury i kwalifikuje się do spotkania na neutralnym gruncie, czyli piwo w miejscu publicznym. Kilku innych też jeszcze nie odpadło z zawodów, ale to musi się jeszcze wszystko wyjaśnić.

Cały ten wywód zmierza jednak do tego, aby nawiązać do tytułu: "Wiatr z południa". Chodzi mi o to, że nie bez kozery maj jest miesiącem, kiedy miłość wisi w powietrzu i wszyscy się za nią uganiają, niezależnie co każdy rozumie pod pojęciem "miłość". Czy tylko zwierzęcy seks, może potrzebę emocjonalnej bliskości, czy zaufanie do drugiej osoby, albo wszystko na raz? W każdym razie w  ludziach buzują hormony i tysiące lat ewolucji nakazują natychmiast działać w poszukiwaniu partnera. Faceci o homoseksualnej orientacji hołdują temu wezwaniu Matki Natury ze zdwojoną siła i wszystkie portale oraz strony wręcz pękają w szwach od ogłoszeń i niemoralnych propozycji. Wiatr z południa miesza w ludzkich głowach, rozgrzewając ciała i emocje, czasami wręcz do czerwoności. Tak jak w miasteczku Cicely w serialu "Przystanek Alaska" albo w filmie "Czekolada" to właśnie wiatr zmienia ludzi, odbiera im rozsądek i staje się motorem sprawczym dziwnych wydarzeń. Mój "wiatr z południa" to nie zjawisko atmosferyczne, ale pewien strumień pozytywnego oddziaływania, który wpycha nasze losy na nowe tory. Wiosna daje nam nadzieje na lepsze jutro i siłę, aby o to walczyć, często nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi. Może i dobrze, bo być może w tym kryje się ta siła sprawcza witalnej energii, którą daje nam wiosna. Ja czuje, że ta energia przepływa mnie na wskroś i niech ten strumien buzuje we mnie jak najdłużej, tym bardziej, że jutro mam randkę. Mam nadzieję, że mój wiatr z południa pchnie mnie ku czemuś dobremu. Trzymajcie kciuki!!!

piątek, 6 maja 2011

Jak obłok

Byłem dzisiaj na spacerze na wsi. Wędrowałem po wiosennych łąkach pośród wzgórz i lasów. Wspaniale grzało popołudniowe słońce, a  po błękitnym rześkim niebie przesuwały się puchate chmury. Położyłem się w trawie na słoneczny zboczu i patrzyłem przez godzinę na te wędrujące obłoki. Normalnie pomyślałbym, że to głupie, ale tym razem tego właśnie potrzebowałem. Potrzebowałem zająć myśli regularnym, spokojnym ruchem płynących chmur. Pchała je jedna siła, wszystkie gnały w tym samym kierunku, ale każda z nich była niepowtarzalna i bardzo ulotna. Cudownie było doszukiwać się w ich kształtach jakiegoś skojarzenia. Tak choćby wypatrzyłem wielbłąda objadającego jakiś krzak, co nieźle mnie rozbawiło. Dobrze, że nikt akurat mnie nie widział, jak śmieje się do siebie, bo to by dopiero było. Jednym słowem życie jest takie proste i cudowne, gdy nie myśli się o samotności i o facetach. Lubie ten stan, kiedy czuje się "kompletny". Jestem wtedy szczęśliwy, bo znika to okropne uczucie pustki. To tyle na dziś, a ja odpływam jak obłok na niebie.


środa, 4 maja 2011

Zima w sercu

Niby pełnia wiosny,a  tu niespodziewanie na Dolnym Śląsku zawitała zima. Może i dobrze, przynajmniej aura zgrała się z moim utrzymującym się wisielczym nastrojem. Długi weekend był okazją, aby wyjaśniło się kilka spraw. Po pierwsze Wojtek, który niezależnie od tego czy jest gejem czy nie ,jednak postanowił zignorować moją propozycje jakiegoś wspólnego wyjazdu na długi weekend, choć sam coś  wcześniej proponował w tej kwestii, więc niech mu będzie. Nie będę już się chyba łudził, że to do czegokolwiek doprowadzi. Koniec mamienia sobie jakiś głupot.

Po licznych ostatnio porażkach związanych z randkowaniem w mojej mieścinie postanowiłem coś zmienić i wymyśliłem, że ruszę na łowy do wielkiego miasta, do dolnośląskiej stolicy gejów, czyli pięknego Wrocławia. I tak bywam tu nierzadko zawodowo, więc co za problem połączyć przyjemne z pożytecznym. Musze nadmienić, że dla mnie to spora zmiana, bo do tej pory tylko raz zdecydowałem się na spotkanie z facetem z Wrocka. Miało to miejsce kilka lat wcześniej, on był koło trzydziestki. Miał mnie odebrać w okolicach dworca kolejowego i mieliśmy skoczyć na piwo pogadać. Niestety Mr.Wroclove nie okazał się zbyt prawdomówny i nie przyszedł na spotkanie. Wkurzyłem się wtedy nie na żarty, zadzwoniłem do niego i trochę mu nagadałem, ale nawet nie przeprosił. Szkoda gadać!!! Ale od tej pory Wrocław odpuściłem sobie pod kątem randek na całego, aż do tej pory.

Przeglądając niedawno profile facetów na portalu nagle mój wzrok padł na niego. Fajny chłopak z Wrocławia, prawie w moim wieku, cudowna twarz, taki jakiś czupurny wyraz twarzy - choć zawsze preferowałem starszych facetów to jakoś strasznie wpadł mi w oko. Na początku wmawiałem sobie, że to bez sensu, on jest z Wrocka, to się nie uda itp. Ale po dwóch dniach patrzę, że on również oglądał mój profil, więc ośmielony wieczornym piwem postanowiłem jednak napisać, w końcu "raz kozie śmierć". Coś tam szybko nabazgrałem i wkrótce odpisał. Zaczęliśmy gadać na gg i jakoś tak zaiskrzyło. Gadało się świetnie, nadawaliśmy na wspólnych falach. Okazało się, że mamy wspólne pasje i dzielimy po części podobne klimaty. To zaczynało robić się trochę niebezpieczne i zwodnicze, bo obydwoje zaczęliśmy się w siebie za bardzo wkręcać, a jak wiadomo nie jest dobre, bo za dużo można sobie wmówić. Do tego już od początku naszej znajomości miała miejsce seria dziwnych zbiegów okoliczności, która zdawała się mówić, że dzieje się coś niezwykłego, zapadła więc szybka decyzja, aby spotkać się we Wrocławiu i zobaczyć jak będzie w rzeczywistości. Nie mogłem się doczekać tej chwili, nie mogłem się na niczym  skupić, a noc przed spotkaniem nie była zbyt spokojna. Mimo wszelkich prób opanowania się, przenikała mnie natrętna myśl, że tym razem to będzie to: przystojny, inteligentny, normalny facet z poczuciem humoru. Czyżby wreszcie ten jedyny? 

Nadszedł w końcu dzień spotkania. Przyjechałem do Wrocławia i spotkaliśmy się w okolicy Wyspy Słodowej. Nie bez problemu co prawda, bo właśnie trwał tam koncert Moniki Brodki, kręciło się mnóstwo ludzi i panowało duże zamieszanie. Już od początku spotkanie z Tomkiem nie przebiegało tak jak się spodziewałem. Zdałem się całkowicie na niego, przez co szwendaliśmy się bez sensu przez godzinę po Wrocławiu, aż skończyło się na piwku nad Odrą. Tomek wyglądał zupełnie inaczej niż na zdjęciach, dużo bardziej szczupły, chłopięcy, taki wiotki, a do tego zachowywał się nie tak jak się spodziewałem. Uprzedzał wcześniej, że podczas poznawania nowych ludzi jest nieśmiały, ale podczas naszego spotkania był nerwowy, czy wręcz sparaliżowany strachem. Nie obyło się bez kilku niezręcznych wpadek z jego strony. Na szczęście piwo trochę zadziałało i udało się wreszcie jakoś zaskoczyć i dalej spotkanie potoczyło się sympatycznie. Jednak jak się okazało, każdy z nas spodziewał się zupełnie kogoś innego, każdy miał już w głowie swój obraz drugiego, który okazał się ułudą. Mimo wszystko było miło, bardzo spodobały mi się piękne orzechowe oczy Tomka i ogólnie jego twarz, taka szczera, ozdobiona delikatnym zarostem. Trochę pogadaliśmy, a potem Tomek odprowadził mnie na tramwaj i pożegnaliśmy się w miłej atmosferze.

Jednak, jak to potem napisał na gg, ani jego, ani mnie również "nie pierdyknęło". Nie było miłości od pierwszego wejrzenia. Niby wszystko z obu stron było w porządku, ale myślę że każdy z nas szuka chyba czegoś innego, swojego wewnętrznego, wymyślonego gdzieś tam kiedyś ideału, którym dla siebie nie jesteśmy. Jednak postanowiliśmy spotkać się jeszcze raz, zobaczyć jak to będzie już na luzie. Niestety im bliżej tego spotkania tym mam większe wątpliwości czy ma to sens, bo Tomek jest jednak z zupełnie innej bajki niż ja, żyję w innym świecie, ma inne cele i aspiracje, inne podejście do ludzi i do naszej znajomości. Nie wygląda, nie zachowuje się i nie myśli jak mój ideał, czy ma to więc sens? Nasz kontakt przez gg też stal się inny, czasami jest przyjemnie, a czasami tak trochę z przymusu.

Jednak gdzieś tam ciągle czai się ta myśl, że może to jednak on, tylko po prostu musimy się wyluzować i na spokojnie poznać. Mimo, że mam mieszane uczucia to coś mnie w nim intryguje i ciekawi, ale nie wiem jak będzie. Sama taka niepewność strasznie mnie męczy, bo za bardzo się w to wszystko angażuję, za bardzo chcę być w porządku, a może lepiej pomyśleć tylko o sobie? Nie wiem co zrobię, nie wiem czy się spotkamy, a już na pewno nie mam pojęcia czy coś z tego wyjdzie. Wiem tylko, że powoli tracę siły i nie wiem czy wytrzymam kolejne spotkanie, rozczarowanie, niepewność. Takie sytuacje to jedna z niewielu rzeczy, która mnie rusza, a ostatnimi czasy potrzebuje spokoju i poukładania sobie życia od nowa. Nie lubię siebie takiego i chcę być innym człowiekiem. Zawsze byłem prawdziwym facetem i nawet Tomek zauważył, że w życiu nie wziąłby mnie za geja, bo nic na to nie wskazuje, ale w sprawach związków czuje się często taki bezbronny i bezradny. Nie lubię siebie takiego. Może samotność była by bezpieczniejsza? Po co mi te wszystkie rozterki? Choć zawsze staram się trzymać gardę i nie pokazywać emocji, to gdzieś wewnątrz jestem na to wszystko zbyt wrażliwy.

I do tego odezwały się jeszcze demony z przeszłości. Dostałem niedawno sms-a od Łukasza, takie zwykłe pozdrowienia. A do tego znów uaktywnił się Krzych. Na domiar złego otrzymuje co jakiś czas dziwne sms-y o treści "Kocham Cię". Zawsze takie same, bez podpisu, bez żadnej dodatkowej treści, z nieznanego numeru telefonu. Mam nadzieję, że to jakaś pomyłka. Chyba muszę to wszytko jakoś przeczekać, może sprawy się uspokoją.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Deszczowo

Pogoda za oknem nie nastraja dziś zbyt pozytywnie. Od nocy pada i wszędzie wisi taka nieprzyjemna wilgoć niczym w listopadowy wieczór. Deszcz jest potrzebny, bo daje wytchnienie i siłę, dzięki której wiosenna zieleń wybuchnie pełnią barw i kolorów. Gdy tylko wyjdzie słońce wiosna rozhula się na całego i wszędzie w około będzie czuć nowe życie i wszechobecną miłość. 

A co ze mną? Problem właśnie  z tym, że nic. Nie ma miłości, jest tylko smutek i samotność. Jedyna osobą, do której czuje coś więcej jest Wojtek, tylko problem z tym, że on siedzi na drugim końcu Polski i nie mam żadnych przesłanek, że on czuje do mnie cokolwiek. Przebrana sprawa!!! A blisko, na miejscu w małej miejscowości nie znam nikogo, na kim by mi zależało, zupełne zero jakichkolwiek szans, zero jakichkolwiek uniesień. Nawet żadnych szans na jakieś fajne spotkanie. I to ma być właśnie moja wiosna? 

W czasie Wielkanocy pierwszy raz od dawna miałem okazje oglądnąć u rodziców telewizję. Najgorsze jest to, że leciały różne komedie romantyczne i wpadłem w to bagno. Zawsze mówiono mi, że jestem raczej męskim facetem, ale do pięknych historii miłosnych mam wielką słabość i z tym już nie wygram. Choć wiem, że tego typu filmmy to bajki dla dorosłych, ale chyba potrzebuję takich bajek, aby wciąż wierzyć, że kiedyś  przyjdzie taki dzień, gdy wszystko się odmieni i znajdę prawdziwą miłość. Gdy patrze na bohaterów komedii romantycznych to rodzi się we mnie pragnienie, by choć raz przeżyć coś takiego, aby ukochana osoba zrobiła wszystko aby ze mną być. Chciałbym aby w realnym życiu pojawił się ten jedyny wymarzony facet, który pokona wszystkie przeciwności losu i będzie walczył o mnie, tylko o mnie!!! Nie chce księcia z bajki, ale jak zasłyszałem w jednym z obejrzanych w święta filmów "idealny facet to taki, który może być wszędzie indziej, ale on chce być właśnie z tobą". I kogoś takiego właśnie chcę - tylko tyle i aż tyle. 

Dobrze, że przynajmniej można sobie pomarzyć.....


środa, 20 kwietnia 2011

Nowy kierunek

Dawno mnie nie było, ale to właśnie dlatego, że sporo się działo w moim życiu. Łukasz odszedł już ostatecznie do lamusa i już w ogóle o nim nie myślę. Po drodze był młody Kamil, który okazał się nierozgarniętym chłoptasiem, a następnie Romek o którym wolałbym w życiu nie pamiętać. Pomimo, że staram się nikogo za szybko nie oceniać i poznać drugą osobę, to w tym przypadku rzeczywistość przekroczyła wszystkie dopuszczalne granice tolerancji. Do tego stopnia, że prosto z mostu acz kulturalnie podziękowałem za spotkanie i zwiałem gdzie pieprz rośnie.

Dodatkowo jak już wcześniej pisałem miałem jechać spotkać się z Wojtusiem, który bardzo mi się podobał chociaż za dobrze go nie znałem. Plany na szczęście doszły do skutku i mieliśmy okazje spędzić razem kilka dni, a do tego los poszedł mi na rękę i pracowaliśmy razem w jednym zespole, dzięki czemu mieliśmy okazje dobrze się poznać. To był wspaniały czas i utwierdziłem się tylko w tym, że Wojtek jest cudownym człowiekiem. Długo rozmawialiśmy, wiele się o sobie dowiedzieliśmy i czułem taką bliskość między nami. Nasza relacja jest ciekawa, bo sam wygląd Wojtka jest w porządku, ale nie powala mnie na kolana, natomiast jego charakter sposób bycia, intelekt przyprawia mnie o zawrót głowy. Ile to razu pracując razem do późnej nocy dostawaliśmy genialnego humoru i gadaliśmy z taką lekkością oraz podekscytowaniem. Ile to razu, przyglądałem mu się ukradkiem pragnąc go pocałować w te roześmiane usta. I ten cudowny delikatny aksamitny głos, gdy siedzieliśmy po nocy. Ja bezustannie szukałem wszelkich sygnałów i chwytałem się każdej sytuacji, która świadczyłaby o tym, że Wojtek jest gejem. Szukałem wskazówki, czy w jakiś sposób mu się podobam. Jak zwykle tylko czekałem i nie miałem odwagi przełamać się i wyznać mu co czuje. Ostatni wieczór był najlepszy, siedzieliśmy długo razem i gadaliśmy, a ja biłem się z myślami i chciałem wszystko mu powiedzieć, jak na spowiedzi. Nawet jeśli nie jest gejem, to myślę, że by to zrozumiał i nie musiałbym się wstydzić mojej szczerości, ale i tym razem się nie odważyłem. Nie byłem pewny jego sygnałów, nie mogłem zaufać swoim przeczuciom. Niestety po kilku cudownych dniach przyszedł czas się rozstać i każdy rozjechał się w swoją stronę. Ja wróciłem na Dolny Śląsk, a Wojtek do Warszawy. Teraz łączą nas tylko rzadkie, przyjacielskie maile. Pozostało mi tylko to i  tęsknota podsycana przez zdjęcia z Wojtkiem. Ale i tak było cudownie i na pewno nie zapomnę tych miłych chwil . Co ma być to będzie, ale mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy.Powoli wychodzę z mroku i coraz częściej zaczynam doceniać takie piękne momenty życia. Takie krótkie i ulotne, ale szczere i piękne, nie ważne co przychodzi potem.

niedziela, 20 marca 2011

Miłosna sinusoida

Trochę mnie nie było, ale to dlatego, że jak łatwo się domyśleć bardzo dużo się ostatnio wydarzyło. Chodzi głównie o znajomość z Łukaszem, która mocno  zawróciła mi w głowie. Po tym jak nasze spotkanie nie doszło do skutku długo rozmawialiśmy na gadu-gadu i bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Codziennie witaliśmy się niezwykle ciepłymi sms-ami, po których człowiek dostawał zastrzyku energii i był w stanie walczyć z każdą przeciwnością losu. Wieczorami przez internet wchodziliśmy głęboko w nasze dusze, a każdy z nas słyszał od tego drugiego właśnie to co potrzebował  usłyszeć. Sielanka trwała ponad tydzień, bardzo się ze sobą zżyliśmy, a nasze wirtualne spotkania stały się nieodzownym codziennym rytuałem. 

W związku z tym, pomimo wielu oporów z obu stron, postanowiliśmy się jednak spotkać na żywo. Obawy wynikały z tego, że znając się tylko przez internet wszystko wydawało się właśnie takie idealne, w sam raz. Wiedzieliśmy jak każdy z nas wygląda, bo wymieniliśmy się fotkami, ale wiadomo jak to jest ze zdjęciami - sporo można pokazać lub nie. Coś o tym wiem, bo sam lubię fotografować i nie jedną rzecz już zmanipulowałem. Istniała spora obawa, że po prostu na żywo wszystko się zmieni na gorsze i nie przypadniemy sobie do gustu. Ale cóż, klamka zapadła, spotkanie zostało wyznaczone i nie pozostało nic innego jak dokończyć sprawę. Umówiliśmy się na mieście u Łukasza, cały dzień padał okropny deszcz i atmosfera ogólnie nie sprzyjała romantycznym spotkaniom. Ale czy to w ogóle miało być romantyczne spotkanie? Umawialiśmy się z Łukaszem, że nie. Chcieliśmy się tylko spotkać jak przyjaciele, pogadać i zbliżyć się jeszcze bardziej, choć wydawało się, że wiemy już o sobie wszystko.

Przyszedłem do restauracji chwilę wcześniej, Łukasz pojawił się po kilku minutach. Zamówiliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Inaczej go sobie wyobrażałem. Chociaż sam wygląd kojarzyłem ze zdjęć, to jego ruchy, uśmiech, sposób mówienia itp. sprawiły, że zacząłem odbierać go jak innego człowieka. Poza kilkoma chwilami niezręcznej ciszy, rozmowa jako tako się nawet kleiła, ale sama restauracja nie sprzyjała intymnym zwierzeniom. Sporo gości, słychać było wszystkie rozmowy, a do tego kelner - przystojny łysy gej o piskliwym głosiku, przechodząc ciągle gapił się to na mnie, to na Łukasza. Obydwoje to zauważyliśmy i nie byliśmy nazbyt zachwyceni. Posiedzieliśmy dwie godziny, gadając raczej o sprawach ogólnych i przyziemnych, co w ogóle nie przypominało naszych wcześniejszych, głębokich rozmów. Pożegnaliśmy się dość sucho i rozjechaliśmy każdy we własną stronę.

Jadąc dużo myślałem o tym wszystkim, spotkanie nie było najwyższych lotów, ale Łukasz na pewno mnie zaciekawił swoją osobą i wzbudził chęć na dalsze pogłębianie naszych relacji. Jeszcze po drodze wysłał mi sms-a z zapytaniem, czy droga przebiega bezpiecznie i czy zbliżam się już do domu. Już w tej krótkiej informacji widziałem, że ze strony Łukasza coś się zmieniło. Gdy dojechałem do domu gadaliśmy jeszcze chwilę na gg, ale tak od niechcenia. Potem przez dwa dni napisał mi tylko raz wymuszonego sms--a i w ogóle nie gadaliśmy przez internet. Dopiero trzeciego dnia zagaił wieczorem na gadu-gadu. Dziwna była ta rozmowa. Ja się na wstępie wkurzyłem, że się nie odżywał, choć jestem zwykle opanowanym człowiekiem. On się zasłaniał ciężkim końcem tygodnia w pracy, tylko dlaczego tydzień wcześniej, gdy nasza znajomość była w rozkwicie mu to nie przeszkadzało? Już nie gadaliśmy tak jak kiedyś. To wszystko było jakieś takie płytkie, powierzchowne. Chciałem zamówić go na kolejne spotkanie, ale skutecznie wykręcał się od wszelkich deklaracji, tłumacząc się, że umówił się już ze znajomym. Na propozycje, aby spotkać się w trójkę w ogóle nie zareagował, a ja nie będę nikogo desperacko do niczego zmuszał. I na tym na razie stanęło.

Chcę być dobrze zrozumiany. To moje zainteresowanie Łukaszem nie jest efektem jakiegoś zadurzenia, tym bardziej nie odwzajemnionego z jego strony. Po prostu Łukasz stal się dla mnie bardzo bliską osobą, z którą mogłem poruszyć wiele tematów jak z nikim innym. Do naszego spotkania to samo czułem z jego strony. Po tych wszystkich jego zapewnieniach, że dla niego ważna jest przyjaźń a nie wygląd i miedzy nami nic się nie zmieni czuję teraz niesmak, bo to wszystko było pustym gadaniem. Takie to wszystko smutne i żal mi, że to wszystko się tak szybko potoczyło. Mogę śmiało określić to najkrótszą przyjaźnią w moim życiu.

Dlaczego tak jest, że faceci to takie świnie. Często wbrew swojej woli lub nieświadomie, ale jednak. Gdy spotykałem się z kobietami byłem taki sam.. Wtedy było mi super, było inaczej, było jak należy. Oczywiście poza drobnym szczegółem, że nie kręciły mnie seksualnie, ale poza tym było świetnie. To ja byłem panem sytuacji, to ja kierowałem nimi jak chciałem, to one za mną tęskniły i szukały mojej bliskości. A z facetami mam zawsze jakieś takie problemy. Nie jestem piękny, ale nie jestem na pewno szkaradny. Mam pewne mankamenty wyglądu, jak prawie każdy, ale przecież jestem wartościowym, inteligentnym, zaradnym i dobrym człowiekiem. Czy to wszystko w gejowskim świecie nie wystarczy, czy zawsze liczy się tylko to jedno? Zwierzęcy, bezduszny seks? I to nawet w przyjaźni, która powinna być od niego wolna, nie zbezczeszczona? Chce mi się klnąc na cały świat i pluć na te wszystkie piękne słowa wypowiadane przez Łukasza. W takich chwilach najchętniej rzuciłbym ten gejowski światek, ale z doświadczenia wiem, że i tak prędzej czy później do tego wrócę, wiec szkoda czasu. Samotność, chęć bliskości czy zwykłe pożądanie i tak w końcu zwycięży, a ja znów wpadnę jak śliwka w kompot w tą pokrętną zbieraninę powierzchowności i zakłamania. Dzisiaj mam na prawdę dość. Chciałbym bardzo, aby jutro wyszło słońce. Nie potrzebuje cudu, ale oczekuje chociaż odrobiny szczerości.