Niby pełnia wiosny,a tu niespodziewanie na Dolnym Śląsku zawitała zima. Może i dobrze, przynajmniej aura zgrała się z moim utrzymującym się wisielczym nastrojem. Długi weekend był okazją, aby wyjaśniło się kilka spraw. Po pierwsze Wojtek, który niezależnie od tego czy jest gejem czy nie ,jednak postanowił zignorować moją propozycje jakiegoś wspólnego wyjazdu na długi weekend, choć sam coś wcześniej proponował w tej kwestii, więc niech mu będzie. Nie będę już się chyba łudził, że to do czegokolwiek doprowadzi. Koniec mamienia sobie jakiś głupot.
Po licznych ostatnio porażkach związanych z randkowaniem w mojej mieścinie postanowiłem coś zmienić i wymyśliłem, że ruszę na łowy do wielkiego miasta, do dolnośląskiej stolicy gejów, czyli pięknego Wrocławia. I tak bywam tu nierzadko zawodowo, więc co za problem połączyć przyjemne z pożytecznym. Musze nadmienić, że dla mnie to spora zmiana, bo do tej pory tylko raz zdecydowałem się na spotkanie z facetem z Wrocka. Miało to miejsce kilka lat wcześniej, on był koło trzydziestki. Miał mnie odebrać w okolicach dworca kolejowego i mieliśmy skoczyć na piwo pogadać. Niestety Mr.Wroclove nie okazał się zbyt prawdomówny i nie przyszedł na spotkanie. Wkurzyłem się wtedy nie na żarty, zadzwoniłem do niego i trochę mu nagadałem, ale nawet nie przeprosił. Szkoda gadać!!! Ale od tej pory Wrocław odpuściłem sobie pod kątem randek na całego, aż do tej pory.
Przeglądając niedawno profile facetów na portalu nagle mój wzrok padł na niego. Fajny chłopak z Wrocławia, prawie w moim wieku, cudowna twarz, taki jakiś czupurny wyraz twarzy - choć zawsze preferowałem starszych facetów to jakoś strasznie wpadł mi w oko. Na początku wmawiałem sobie, że to bez sensu, on jest z Wrocka, to się nie uda itp. Ale po dwóch dniach patrzę, że on również oglądał mój profil, więc ośmielony wieczornym piwem postanowiłem jednak napisać, w końcu "raz kozie śmierć". Coś tam szybko nabazgrałem i wkrótce odpisał. Zaczęliśmy gadać na gg i jakoś tak zaiskrzyło. Gadało się świetnie, nadawaliśmy na wspólnych falach. Okazało się, że mamy wspólne pasje i dzielimy po części podobne klimaty. To zaczynało robić się trochę niebezpieczne i zwodnicze, bo obydwoje zaczęliśmy się w siebie za bardzo wkręcać, a jak wiadomo nie jest dobre, bo za dużo można sobie wmówić. Do tego już od początku naszej znajomości miała miejsce seria dziwnych zbiegów okoliczności, która zdawała się mówić, że dzieje się coś niezwykłego, zapadła więc szybka decyzja, aby spotkać się we Wrocławiu i zobaczyć jak będzie w rzeczywistości. Nie mogłem się doczekać tej chwili, nie mogłem się na niczym skupić, a noc przed spotkaniem nie była zbyt spokojna. Mimo wszelkich prób opanowania się, przenikała mnie natrętna myśl, że tym razem to będzie to: przystojny, inteligentny, normalny facet z poczuciem humoru. Czyżby wreszcie ten jedyny?
Nadszedł w końcu dzień spotkania. Przyjechałem do Wrocławia i spotkaliśmy się w okolicy Wyspy Słodowej. Nie bez problemu co prawda, bo właśnie trwał tam koncert Moniki Brodki, kręciło się mnóstwo ludzi i panowało duże zamieszanie. Już od początku spotkanie z Tomkiem nie przebiegało tak jak się spodziewałem. Zdałem się całkowicie na niego, przez co szwendaliśmy się bez sensu przez godzinę po Wrocławiu, aż skończyło się na piwku nad Odrą. Tomek wyglądał zupełnie inaczej niż na zdjęciach, dużo bardziej szczupły, chłopięcy, taki wiotki, a do tego zachowywał się nie tak jak się spodziewałem. Uprzedzał wcześniej, że podczas poznawania nowych ludzi jest nieśmiały, ale podczas naszego spotkania był nerwowy, czy wręcz sparaliżowany strachem. Nie obyło się bez kilku niezręcznych wpadek z jego strony. Na szczęście piwo trochę zadziałało i udało się wreszcie jakoś zaskoczyć i dalej spotkanie potoczyło się sympatycznie. Jednak jak się okazało, każdy z nas spodziewał się zupełnie kogoś innego, każdy miał już w głowie swój obraz drugiego, który okazał się ułudą. Mimo wszystko było miło, bardzo spodobały mi się piękne orzechowe oczy Tomka i ogólnie jego twarz, taka szczera, ozdobiona delikatnym zarostem. Trochę pogadaliśmy, a potem Tomek odprowadził mnie na tramwaj i pożegnaliśmy się w miłej atmosferze.
Jednak, jak to potem napisał na gg, ani jego, ani mnie również "nie pierdyknęło". Nie było miłości od pierwszego wejrzenia. Niby wszystko z obu stron było w porządku, ale myślę że każdy z nas szuka chyba czegoś innego, swojego wewnętrznego, wymyślonego gdzieś tam kiedyś ideału, którym dla siebie nie jesteśmy. Jednak postanowiliśmy spotkać się jeszcze raz, zobaczyć jak to będzie już na luzie. Niestety im bliżej tego spotkania tym mam większe wątpliwości czy ma to sens, bo Tomek jest jednak z zupełnie innej bajki niż ja, żyję w innym świecie, ma inne cele i aspiracje, inne podejście do ludzi i do naszej znajomości. Nie wygląda, nie zachowuje się i nie myśli jak mój ideał, czy ma to więc sens? Nasz kontakt przez gg też stal się inny, czasami jest przyjemnie, a czasami tak trochę z przymusu.
Jednak gdzieś tam ciągle czai się ta myśl, że może to jednak on, tylko po prostu musimy się wyluzować i na spokojnie poznać. Mimo, że mam mieszane uczucia to coś mnie w nim intryguje i ciekawi, ale nie wiem jak będzie. Sama taka niepewność strasznie mnie męczy, bo za bardzo się w to wszystko angażuję, za bardzo chcę być w porządku, a może lepiej pomyśleć tylko o sobie? Nie wiem co zrobię, nie wiem czy się spotkamy, a już na pewno nie mam pojęcia czy coś z tego wyjdzie. Wiem tylko, że powoli tracę siły i nie wiem czy wytrzymam kolejne spotkanie, rozczarowanie, niepewność. Takie sytuacje to jedna z niewielu rzeczy, która mnie rusza, a ostatnimi czasy potrzebuje spokoju i poukładania sobie życia od nowa. Nie lubię siebie takiego i chcę być innym człowiekiem. Zawsze byłem prawdziwym facetem i nawet Tomek zauważył, że w życiu nie wziąłby mnie za geja, bo nic na to nie wskazuje, ale w sprawach związków czuje się często taki bezbronny i bezradny. Nie lubię siebie takiego. Może samotność była by bezpieczniejsza? Po co mi te wszystkie rozterki? Choć zawsze staram się trzymać gardę i nie pokazywać emocji, to gdzieś wewnątrz jestem na to wszystko zbyt wrażliwy.
I do tego odezwały się jeszcze demony z przeszłości. Dostałem niedawno sms-a od Łukasza, takie zwykłe pozdrowienia. A do tego znów uaktywnił się Krzych. Na domiar złego otrzymuje co jakiś czas dziwne sms-y o treści "Kocham Cię". Zawsze takie same, bez podpisu, bez żadnej dodatkowej treści, z nieznanego numeru telefonu. Mam nadzieję, że to jakaś pomyłka. Chyba muszę to wszytko jakoś przeczekać, może sprawy się uspokoją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz