poniedziałek, 7 marca 2011

Z busa

Pojechałem dzisiaj z miasta busem do małej wioski na odludziu. Nie wiem właściwie po co się tam wybierałem, bo tym razem nic ważnego mnie tam nie goniło. Liczyłem chyba tylko na to, że trafi się ten sam kierowca, który wiózł mnie tam latem. Pamiętam jak dziś, gdy wpakowałem się z ciężkim plecakiem do busa, wyciągam pieniądze, aby zapłacić za przejazd, unoszę wzrok, a tam on. Nigdy nie zapomnę tych cudownych brązowych oczu kierowcy, które patrzyły bez lęku prosto w moją twarz. To cudowne, trwające chyba w nieskończoność spojrzenie. Zamieszało mi się w głowie, ale jakoś zapłaciłem i usiadłem tak, aby móc oglądać go z boku, patrzeć na jego delikatnie owłosione, napięte od kierowania busem ręce. I potem jeszcze jedno cudowne, długie spojrzenie, gdy wysiadałem i poprosiłem o rozkład. Ale to było wszystko. Bus odjechał, a piękny kierowca razem z nim. 

Dzisiaj prowadził już ktoś inny, jakiś młody facet o bardzo przeciętnym wyglądzie. Zostało tylko wspomnienie cudownego letniego dnia i równie słonecznego spojrzenia. Mam nadzieję, że gdzieś tam w przyszłości jeszcze się spotkamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz