niedziela, 20 marca 2011

Miłosna sinusoida

Trochę mnie nie było, ale to dlatego, że jak łatwo się domyśleć bardzo dużo się ostatnio wydarzyło. Chodzi głównie o znajomość z Łukaszem, która mocno  zawróciła mi w głowie. Po tym jak nasze spotkanie nie doszło do skutku długo rozmawialiśmy na gadu-gadu i bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Codziennie witaliśmy się niezwykle ciepłymi sms-ami, po których człowiek dostawał zastrzyku energii i był w stanie walczyć z każdą przeciwnością losu. Wieczorami przez internet wchodziliśmy głęboko w nasze dusze, a każdy z nas słyszał od tego drugiego właśnie to co potrzebował  usłyszeć. Sielanka trwała ponad tydzień, bardzo się ze sobą zżyliśmy, a nasze wirtualne spotkania stały się nieodzownym codziennym rytuałem. 

W związku z tym, pomimo wielu oporów z obu stron, postanowiliśmy się jednak spotkać na żywo. Obawy wynikały z tego, że znając się tylko przez internet wszystko wydawało się właśnie takie idealne, w sam raz. Wiedzieliśmy jak każdy z nas wygląda, bo wymieniliśmy się fotkami, ale wiadomo jak to jest ze zdjęciami - sporo można pokazać lub nie. Coś o tym wiem, bo sam lubię fotografować i nie jedną rzecz już zmanipulowałem. Istniała spora obawa, że po prostu na żywo wszystko się zmieni na gorsze i nie przypadniemy sobie do gustu. Ale cóż, klamka zapadła, spotkanie zostało wyznaczone i nie pozostało nic innego jak dokończyć sprawę. Umówiliśmy się na mieście u Łukasza, cały dzień padał okropny deszcz i atmosfera ogólnie nie sprzyjała romantycznym spotkaniom. Ale czy to w ogóle miało być romantyczne spotkanie? Umawialiśmy się z Łukaszem, że nie. Chcieliśmy się tylko spotkać jak przyjaciele, pogadać i zbliżyć się jeszcze bardziej, choć wydawało się, że wiemy już o sobie wszystko.

Przyszedłem do restauracji chwilę wcześniej, Łukasz pojawił się po kilku minutach. Zamówiliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Inaczej go sobie wyobrażałem. Chociaż sam wygląd kojarzyłem ze zdjęć, to jego ruchy, uśmiech, sposób mówienia itp. sprawiły, że zacząłem odbierać go jak innego człowieka. Poza kilkoma chwilami niezręcznej ciszy, rozmowa jako tako się nawet kleiła, ale sama restauracja nie sprzyjała intymnym zwierzeniom. Sporo gości, słychać było wszystkie rozmowy, a do tego kelner - przystojny łysy gej o piskliwym głosiku, przechodząc ciągle gapił się to na mnie, to na Łukasza. Obydwoje to zauważyliśmy i nie byliśmy nazbyt zachwyceni. Posiedzieliśmy dwie godziny, gadając raczej o sprawach ogólnych i przyziemnych, co w ogóle nie przypominało naszych wcześniejszych, głębokich rozmów. Pożegnaliśmy się dość sucho i rozjechaliśmy każdy we własną stronę.

Jadąc dużo myślałem o tym wszystkim, spotkanie nie było najwyższych lotów, ale Łukasz na pewno mnie zaciekawił swoją osobą i wzbudził chęć na dalsze pogłębianie naszych relacji. Jeszcze po drodze wysłał mi sms-a z zapytaniem, czy droga przebiega bezpiecznie i czy zbliżam się już do domu. Już w tej krótkiej informacji widziałem, że ze strony Łukasza coś się zmieniło. Gdy dojechałem do domu gadaliśmy jeszcze chwilę na gg, ale tak od niechcenia. Potem przez dwa dni napisał mi tylko raz wymuszonego sms--a i w ogóle nie gadaliśmy przez internet. Dopiero trzeciego dnia zagaił wieczorem na gadu-gadu. Dziwna była ta rozmowa. Ja się na wstępie wkurzyłem, że się nie odżywał, choć jestem zwykle opanowanym człowiekiem. On się zasłaniał ciężkim końcem tygodnia w pracy, tylko dlaczego tydzień wcześniej, gdy nasza znajomość była w rozkwicie mu to nie przeszkadzało? Już nie gadaliśmy tak jak kiedyś. To wszystko było jakieś takie płytkie, powierzchowne. Chciałem zamówić go na kolejne spotkanie, ale skutecznie wykręcał się od wszelkich deklaracji, tłumacząc się, że umówił się już ze znajomym. Na propozycje, aby spotkać się w trójkę w ogóle nie zareagował, a ja nie będę nikogo desperacko do niczego zmuszał. I na tym na razie stanęło.

Chcę być dobrze zrozumiany. To moje zainteresowanie Łukaszem nie jest efektem jakiegoś zadurzenia, tym bardziej nie odwzajemnionego z jego strony. Po prostu Łukasz stal się dla mnie bardzo bliską osobą, z którą mogłem poruszyć wiele tematów jak z nikim innym. Do naszego spotkania to samo czułem z jego strony. Po tych wszystkich jego zapewnieniach, że dla niego ważna jest przyjaźń a nie wygląd i miedzy nami nic się nie zmieni czuję teraz niesmak, bo to wszystko było pustym gadaniem. Takie to wszystko smutne i żal mi, że to wszystko się tak szybko potoczyło. Mogę śmiało określić to najkrótszą przyjaźnią w moim życiu.

Dlaczego tak jest, że faceci to takie świnie. Często wbrew swojej woli lub nieświadomie, ale jednak. Gdy spotykałem się z kobietami byłem taki sam.. Wtedy było mi super, było inaczej, było jak należy. Oczywiście poza drobnym szczegółem, że nie kręciły mnie seksualnie, ale poza tym było świetnie. To ja byłem panem sytuacji, to ja kierowałem nimi jak chciałem, to one za mną tęskniły i szukały mojej bliskości. A z facetami mam zawsze jakieś takie problemy. Nie jestem piękny, ale nie jestem na pewno szkaradny. Mam pewne mankamenty wyglądu, jak prawie każdy, ale przecież jestem wartościowym, inteligentnym, zaradnym i dobrym człowiekiem. Czy to wszystko w gejowskim świecie nie wystarczy, czy zawsze liczy się tylko to jedno? Zwierzęcy, bezduszny seks? I to nawet w przyjaźni, która powinna być od niego wolna, nie zbezczeszczona? Chce mi się klnąc na cały świat i pluć na te wszystkie piękne słowa wypowiadane przez Łukasza. W takich chwilach najchętniej rzuciłbym ten gejowski światek, ale z doświadczenia wiem, że i tak prędzej czy później do tego wrócę, wiec szkoda czasu. Samotność, chęć bliskości czy zwykłe pożądanie i tak w końcu zwycięży, a ja znów wpadnę jak śliwka w kompot w tą pokrętną zbieraninę powierzchowności i zakłamania. Dzisiaj mam na prawdę dość. Chciałbym bardzo, aby jutro wyszło słońce. Nie potrzebuje cudu, ale oczekuje chociaż odrobiny szczerości.

2 komentarze:

  1. strasznie prawdziwe to co napisałeś, klasyka zresztą :)
    chyba najgorsze jest to unikanie kontaktu, cała znajomość przebiega w stylu:
    intensywny (namiętny kontakt) gg/mail/smsy - spotkanie - cisza
    gdyby człowiek się umawiał na sex to przynajmniej coś by z tego zostało, a tak tylko okropne poczucie.
    Oczywiście nikt nie ma odwagi (ma to gdzieś) napisać, że nie podoba mu się, albo nie chce się spotykać.
    Ale nie ma co tracić nadziei, tylko trzeba się starać samemu zachować ok :) a to nie jest takie łatwe, bo jak zauważyłem po sobie - człowiek zaczyna się powoli zachowywać jak ci, których krytykował.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, to co napisałeś to prawda. Czasami się tego boję, że właśnie sobie odpuszczę marzenia o prawdziwym związku i pójdę na łatwiznę, czyli relacje bez zobowiązań i prawdziwej głębi. Póki co się nie poddałem i jest ostatnio dobrze...

    OdpowiedzUsuń